"Nie mam czasu!" - to bylo najczesciej wymieniane ostatnio przez nia zdanie. Ciagle zastanawiala sie skad brac dodatkowe godziny z kazdego dnia swojej codziennosci - zwlaszcza na male przyjemnosci, ktore zawsze potrafily sprawic jej nieopiesana radosc, a ktore poswiecala na rzecz pracy... Planowanie z wyprzedzeniem i jego sens w zwiazku z tym opanowala niemalze do perfekcji - czego efektem jest kilkanascie mioesiecy wczesniej wymyslona i wpisana w kalendarz podroz do Australii.
W momencie, gdy zaczela plonac nad biurkiem (z nadmiaru zdarzen...) i grozilo jej samospalenie, postanowila opanowac sztuke koncentracji ... na chwili obecnej ... majac w swej swiadomosci, ze "nad czas stracony nic bardziej nie boli". Zrozumiala, ze ten bol moze zalagodzic tylko spokoj, wyciszenie, skupienie na danym momencie i planowanie przyszlosci zgodnie z glosem duszy.
Nagle znalazla czas, zeby usiasc pod drzewem - jej ukochana jacaranda, bajecznie kwitnaca w kolorze purpury. Drzewo ma w sobie mase pozytywnej energii i natychmiast poczula przeplywajace dobre fluidy. Odnalazla w sobie zgode na wolniej plynacy czas, ktory z dzika rozkosza celebrowala, medytujac pod australijskim drzewem nadziei i wiary.
Tagi: czas, planowanie
skomentuj (0)
Jeszcze chwile temu zyla jak ptak w potrzasku... Jej ostatnie ladowanie wcale nie bylo miekkie, zlamala przy tym jedno skrzydlo i ... na chwile schowala sie do bezpiecznej dziupli, gdzie pielegnowala odrastajace lotki. Teraz wreszcie poczula taki przeplyw energii, jakby mogla wszystko i nie bylo dla niej rzeczy niemozliwych. Zaczela wreszcie swietnie sobie radzic z pradami powietrza, bo poznala sile swoich skrzydel. Zrozumiala, ze moze naprawde fruwac... Jesli tylko sie odwazy! I odwazyla sie! Dofrunela na drugi koniec swiata, bo nadszedl czas refleksji i czas dzialania. Ostatnim razem, jak byla w Australii jej swiat diametralnie, ale pozytywnie, wywrocil sie do gory nogami.
"Czas zamknac stary rozdzial i otworzyc nowy" - szepnela do siebie. Zamknela oczy, wsluchala sie w szum oceanu, usmiechnela sie do siebie, a jej serce zaczelo bic radosnym rytmem... Szybko pobiegla do oceanu, skaczac z radoscia dziecka na fale, cieszac sie z jej niepowtarzalnego "tu i teraz"...
Jej skrzydla wreszcie odrosly, pofrunela i jest gotowa ... na nowe wyzwania, nowa MILOSC...
Tagi: ocean, skrzydla, nowy rozdzial
skomentuj (0)
Ku jej radości ostatnia ściana wreszcie została pomalowana. Teraz kolory tańczą wokół niej. Wszystko, co odbiera swoim wzrokiem jest ... kolorem.
Zawsze wyglądała na zielone pąki drzew i trawy pachnące. Zółte słoneczniki i czerwone - aż tryskające czerwienią i soczystkością - truskawki pamięta z dzieciństwa. Granatowy kojarzy jej się z atramentem, w którym macza pióro, kaligrafując dla wyciszenia i relaksu. Fioletowy? Dziwne, choć jej Mama kochała wszelkie odcienie zieleni, beżu i brązu, to ma w pamięci wyrażny obrazek: dynamiczna, przedsiębiorcza, pełna życia i energii, z klasą, przebojowa ... kobieta ... w fantastycznej spódnicy w kratę bordowo-filoletowej. Pomarańczowy miała kiedyś plecak na kształt żyrafy, którym ropogadzała wszystkich na uczelni, wywołując uśmiech nawet u statecznych, elokwentnych i rozsądnych panów profesorów. Mówili o niej czasem ... że jest jak tęcza, paleta barw, mozaika...
A przecież tęcza była, jest i pozostanie symbolem misterium i nadziei we wszystkich kulturach i we wszystkich szerokościach geograficznych. Tajemnicza gra świetlnych barw pobudza wyobraźnię do percepcji wyższej niż codzienna zwykła świadomość...
Czy to źle, że jest we mnie tyle kolorów? - zapytała Babinkę.
Tęcza budzi podziw i szacunek... - odpowiedziała na jej pytanie ze soickim spokojem. Jest muzą i inspiracją ... - kontynuowała, Ożywia uśpione marzenia i pragnienia ... Dodaje wiary i chęci - nagle niemożliwe staje się możliwe... - na chwilę zawiesiła wywód. Za każdym razem tęcza wywołuje niesamowite przeżycia i emocje - czy masz trzy, pięć, dziesięć, dwadzieścia czy pięćdziesiąt lat. Zawsze Twoje serce zaczyna swój wewnętrzny duchowy rytuał - taniec radości, może nawet dziękczynny...Po krótkiej chwili milczenia dodała jeszcze: Każdy z nas posiada swoje kolory osobowości...
Zatem życie nie może być szare! - wykrzyknęła z radością dziecka Zadra.
Tak, nasze życie to ocean kolorów - skwitowała Babinka, a po chwili z uśmiechem dodała: a ocean to olbrzymia, piękna przestrzeń, gdzie wszystko jest magiczne, jak we śnie. Sama zresztą wkrótce się o tym przekonasz...
Tagi: kolor, zielony, pomarańczowy, tęcza, czerwony, ocean, fioletowy, granatowy
skomentuj (0)
Bardzo dawno temu żył sobie jaskiniowiec (ON). Jaskiniowiec był bardzo silny, bardzo dzielny, bardzo odpowiedzialny, bardzo przewidujący i w ogóle cały był bardzo.
Był taki bardzo silny, że żaden, ale to żaden ciężar go nie przerażał. Jaskiniowiec był dumny z siebie, a wszystkie niewiasty (ONE) trzepały niewinnie i naiwnie rzęsami, żeby choć popatrzeć na jego muskuły. Był taki bardzo dzielny, że nikogo i niczego się nie bał. Twardo stąpał po ziemi, a rządek niewiast wzdychał z nadzieją, że jaskiniowiec dojrzy ją wreszcie. Był taki bardzo odpowiedzialny, że o nic nie musiał się martwić. O wszystkim pamiętał, o wszystko dbał, nigdy mu niczego nie brakowało - do tego stopnia, że każda niewiasta po nocach marzyła, żeby to właśnie o niej pamiętał; żeby to właśnie o nią dbał; żeby to właśnie jej i jemu niczego nie brakowało. Jaskiniowiec był taki przewidujący, że wszystko układało się zgodnie z jego planami. Czego chciał - dostawał. Jaskiniowiec w ogóle cały był taki bardzo, że był po prostu ideałem. Liczył się tylko ON. Wszystkim i wszystkimi kierował - jedyny dyrygent świata. Był taki bardzo, że wszystkie niewiasty z ufnością oddawały się dźwiękom jego muzyki.
Lata płynęły, a jaskiniowiec był bardzo…nudny, niestety. Niewiasty tańczyły wciąż w rytm tej samej muzyki. Otóż, jaskiniowiec chyba nie potrafił zaakompaniować żadnego nowego, niepowtarzalnego, wyjatkowego, innego niż zwykle ... dźwięku. Niewiasty natomiast polubiły muzykę. Odkryły w niej tajemnicę, która dla nich na pewno nie była stała, jednorodna - tak, jak dla jaskiniowca.
Pewnego dnia, gdy jaskiniowiec miał po raz kolejny odegrać swój codzienny nudny koncert, niewiasty wyciągnęły swoje batuty. Zagrzmiała inna muzyka – bardziej pogodna, pełna wiary i energii, poruszająca emocje i wyobraźnię, pobudzająca wszystkie żywioły, dająca nadzieję na przyszłość... Niewiasty przestały zapatrywać się w muskuły jaskininiowca, bo ... z dnia na dzień obrastały mu coraz większą warstwą tłuszczu lenistwa.
Jaskiniowiec był jednak przewidujący…(CWANIAK!!!). Wymyślił nową muzykę, którą czasami im grał. I wtedy niewiasty na nowo z ufnością oddawały się dźwiękom jego muzyki ( NAIWNE!!!), nie zauważając momentu, gdy jaskiniowiec wracał do starych rytmów. Znowu był silny, dzielny, odpowiedzialny, i przewidujący, ale już nie tak BARDZO. A wiecie dlaczego? Kilka niewiast nie oddało swoich batut. Nadal grały swoja muzykę. Wprawdzie dla nieco mniejszej publiczności i mniej odważnie niż jaskiniowiec, ale przecież każdy z nas ma w sercu swoją muzykę. Każdy z nas może w jej rytmie swobodnie tańczyć. Jest miejsce dla każdej nuty i dyrygenta-indywidualisty.
Tagi: on, ona, cwaniak, naiwne, indywidualista
skomentuj (0)
"Aniele Stróżu Mój, przytul mnie..." - prosiła w duchu. W chwili zwątpienia przypomniały jej się opowieści Babci o tym, że każdy ma swojego Anioła Stróża. To właśnie babcia śpiewała o aniołkach, opowiadała ciekawe historie, mówiła do niej Mój Czarny Aniołku i powtarzała zawsze: BĄDŹ DOBRODZIEJSTWEM W CZYIMŚ ŻYCIU.
„Każdy z nas jest aniołem, który ma tylko jedno skrzydło. Jeżeli chcemy wzbić się ponad ziemię musimy się wziąć w objęcia.”
Zawsze wierzyła w anioły... I zawsze starała się robić coś dla innych... Pomimo to poczuła się nagle ofiarą ludzkiej szorstkości, ignorancji, małości i zaczepności... W biznesie nie ma sentymentów i uczuć, dotarło do niej poraz kolejny. I choć poczuła się, jakby setny raz dostała przysłowiowym obuchem w łeb, uśmiechnęła się, zagryzając zęby i pomyślała: "Mogłoby być gorzej, gdybym była jednym z nich - tych bezpłciowych, bez emocji, bez skrupułów".
- napisał Luciano de Crescenzo.
"Aniele Stróżu Mój, idź do anioła stróża innego marzyciela i powiedz mu, że to właśnie marzyciele zawsze mieli, mają i mieć będą odwagę do zmieniania świata. Przypomnij mu, że każdy z nas ma jedno skrzydło, ale i ambicje do wyższych lotów. Ja fruwać, fruwać chcę, a we dwoje z dziką radością wzbijemy się ponad ziemię i nic, ani nikt nas nie zatrzyma!"
Tagi: anioł, skrzydło, czarny anioł, wyższe loty
skomentuj (0)
Pewnego razu Mała Dłoń powiedziała do Wielkiej Dłoni: "Ty, Wielka Dłoń, zaopiekuj się mną, bo ja jestem Mała Dłoń i ... jestem słaba i ... potrzebuję Cię i ... już zawsze będę mniejsza od ciebie".
Przypomniała sobie jak prawie rok temu pędziła na drugi koniec Polski, bo przyszedł na świat mały, ale jakże ważny Człowieczek.Zmęczona, po ciężkim tygodniu pracy, wsiadła za kierownicę i w towarzystwie radia nie odrywała się od kierownicy przez następne 6 godzin... Właśnie minął rok, jak Mały Książę rozpromienił całą Rodzinę.
Gdyby na wielkim swiecie zabrakło małego usmiechu dziecka, byłoby ciemno i mroczno. Ciemniej i mroczniej niż podczas nocy bezgwiezdnej i bezksiężycowej - mimo wszystkich słońc, gwiazd i sztucznych reflektorów.
"Jak dobrze, że jesteś Mały Książe, a Twój uśmiech rozwidnia nam wszystkim życie każdego dnia" - pomyślała głęboko w sercu.
Tagi: dziecko, uśmiech, dłoń, mały książę
skomentuj (0)
6.50 Sąsiad z góry gorączkowo oznajmia wszem i wobec, że kolejny dzień już świta. Wszystko mogłaby znieść, ale to, że wprowadza jej sufit niemalże w rezonas jest wyższą szkołą cierpliwości i wytrwałości.
6.55 Jeden mruk, drugi mruk... Zastanawiające... Zdecydowanie należy do grona tzw. "dog-people", ale ma w sobie coś z kota... Kocie przeciąganie i mruczando pospolite, to poranny i wieczorny rytuał w jej wykonaniu.
7.00 "Good morning, good morning... We've talked the whole night through. Good morning, good morning to you..." - jej pozytywny budzik zawsze wywołuje u niej uśmiech i z radością wita nowy dzień prawą nogą na ciepłym futrzaku.
7.05 ciągle przecierając lewe oko włącza radio. Słuchając newsów zalewa kawę, dodaje mleka i ... obowiązkowo łyżkę miodu z Aniołowa.Podnosząc żaluzję spoglada na pędzący już powoli za oknem świat. "jeszcze chwila spokoju..." - myśli sobie. Opatula się w wielki, ciepły szlafrok, włada komiczne misiakowe kapciuchy, zabiera ze sobą kubek i idzie na balkon. Choć zabudowany, rześkie powietrze szybko ją budzi. Siadając na krzesełku, okrywa nogi kocem, zamyka oczy i rozkoszuje się smakiem mlecznej kawy z najprawdziwszym miodem.
7.20 Brrr!!! Zimno!!! Czuć jesień...
7.21 Szybki prysznic. W tle radio, a Zadra coś nuci pod nosem.
7.30 Czas na jej ulubioną część programu: wcieranie olejeku nawilżająco-prostującego we włosy. Znowu są ... prawie długie. Grube, zdrowe, mocne, kasztanowo-rudawe, niesforne, roztrzepane... Po goleniu maszynką dostały zastrzyk energii i rosną, rosną, rosną... A ona do fryzjera biega i coś innego - asymetrię - na głowie hoduje.
7.45 Szafa - ups, to już gorsze wyzwanie... "Co ja mam na siebie włozyć?!" - szybko scanuje w głowie plan dnia... "Może zielony?" - duma. "A może jednak spokojny szary i jakiś żywy dodatek" - przebiega jej mysl przez głowę. "Nie, nie, raczej klasycznie - granatowy albo brązowy" - sama siebie strofuje. Przerzuca dalej wieszaki, zagląda na półki, spogląda w szufladę z kolorowymi rajstopami. "Hm... Brązowy chyba nie dzisiaj... Niech będzie beż" - sama do siebie się uśmiecha na myśl, że kobieta zmienna jest.
8.00 Kolejne wiadomości, więc truchcikiem biegnie do radia, zwiększając odrobinę głośność.
8.01 W łazience zaczyna kolejny ceremoniał z tubkami-tubeczkami, pedzelkami, pałeczkami, wacikami.
8.30 Z łazienki słyszy alarm w telefonie. "Zbieraj się dziewczyno!" - ponagla sama siebie.
8.35 Ostatnie krzątanie po domu. Do torebki wrzuca 2 jogurty z lodówki, pojemniczek z warzywami, 2 jabłka. Z koszyka wyciąga kluczyki do auta i od mieszkania.
8.45 Jej pszczóła grzecznie czeka. Kolejny trening ze stoickiego spokoju - koreczki, już po wakacjach ;(
9.10 CZeść pracy! Na wariackich papierach...
18.00 "Może wreszcie zbierzesz się na basen" - próbuje zmotywować siebie. "Brrr!!! Zimno!!! Oj, jutro... Trzeba Pszczóle zawieszenie sprawdzić, myjnia umówiona... Jutro, jutro..." - tłumaczy się przed sobą.
18.10 Za godzinę można odebrać samochód - mówi do niej Pan.
18.15 W tzw. międzyczasie idzie na spacer ... do ksiegarni. Dopiero co wczoraj kupiła 2 ksiązki, ale ... "Przecież nie będę marznąć i marnować czasu" - znajduje doskonały argument. Książki!!! Na ich widok jej oczy robią się jak u tzylatka zaaferowanego nową zabawką. Spoglada na tytuły, dotyka, czyta recenzje. "Przykuwa niepodzielną uwagę umysłów, serc i dusz. Czyta się ją wciąż od nowa, za każdym razem szukając innych znaczeń". Wow! Wreszcie znalazła!
19.20 "Rany! Pszczóla do odbioru!" - zaczyna popedzać siebie.
19.30 Wybiera z listy kontaktów numer. Cześć. Przygarniesz kota? Na pewno masz jakąś pyszną zupkę. Jestem w poblizu, a Ty na pewno stęskniłaś się za mna...
19.35 Pyszna!
19.50 Plociuchowo
21.00 Czas na mnie, Mamuś. Muszę nakarmić Sebastiana.
21.10 "Rany! Kto wyłączył słońce?! Pieruńsko zimno!" - szczękając zębami wsiada do samochodu i w myślach od razu planuje zakupy po jutrzejrzym basenie.
21.15 Sebastian jak zwykle w bojowym nastroju. Ten potwór może jeść non-stop! Jej twarz się rozchmurza. Jest w domu i znowu błogi spokój ją ogarnia... Nic nie pędzi, nic nie dzwoni i cały wieczór dla siebie... Ciepła, relaksująca kapiel wzywa, w międzyczasie poczta do sprawdzenia, zielona herbata z lotusem do zaparzenia, kwiatki do podlania, prasowanie do zrobienia, a do poduchy ... kisążka i mruczando pospolite...